Powrót z tarczą
Wysłany 02-27-2010 o 00:53 przez Hintz
Tym razem nie na tarczy, z czego sie niezmiernie ciesze. Nasz zwyczajowy lokal był zamkniety, szybki przerzut wojsk, i znaleźliśmy się w czymś o dumnej nazwie Free House. Ni to klub, ni to knajpa, ni to karaoke. Stoliki były, wygodne krzesła, to najważniejsze. Graczy jak się okazało, tylko 5, reszta akurat w rozjazdach.
Let's party begin!
Wpłaty, przeliczenie żetonów czy aby dealerowi nie "omskła" się ręka, ziu, pierwsze rozdanie uważamy za oficjalnie otwarte.
Passa okazała sie nad wyraz dobra, niemal idealnie wyczuwałem flopa i ręki oponentów. Taktyka...agresywna zdecydowanie, ale nie maniak. Przydała się lektura paru książek z psychologii, szczególnie "mowy ciała" , małżeństwa Pease'ów, bardzo dobra pozycja.
Stosunkowo szybko odpadł Młody, mimo dobrych rąk nie trafiał flopa, zaliczył też pare przykrych sytuacji typu ful vs kareta (na riverze, dodajmy). Widać wyraźnie było, że Lech nie pali się do gry o niskie stawki, i czeka na 1vs1.
Po 2 godzinach gry zostaliśmy tylko we dwóch, ja z potrojonym stackiem, Lech jakieś 170% pierwotnego. No cóż...dziwna to była gra, mało akcji typu podbitka przed flopem, niezbyt agresywnie nawet i po flopie. Z ciekawszych pojedynków:
na stole: K K T T 8
Lech: T4
Ja: KJ
Po riverze przebił o pot limit, w odpowiedzi mój re-reise. To były ciężkie chwile, na szczęście nikotyna skutecznie pozwala panować nad emocjami. Muck Lecha, i można było sie uśmiechnąć zgarniajac kupe żetonów
6 godzin na prawdę dobrej gry, zabawa na poziomie, echa bad bet'a z poprzednich dni rozpłynęły się jak ręką odjął - bardzo pozytywny wieczór.
Po powrocie sprawdziłem kumplowi prace z filozofii, odebrałem maila, że nowa zabaweczka (spyderco police, serrated) już w drodze - czego chcieć więcej?
Pozdrav!
T.
Let's party begin!
Wpłaty, przeliczenie żetonów czy aby dealerowi nie "omskła" się ręka, ziu, pierwsze rozdanie uważamy za oficjalnie otwarte.
Passa okazała sie nad wyraz dobra, niemal idealnie wyczuwałem flopa i ręki oponentów. Taktyka...agresywna zdecydowanie, ale nie maniak. Przydała się lektura paru książek z psychologii, szczególnie "mowy ciała" , małżeństwa Pease'ów, bardzo dobra pozycja.
Stosunkowo szybko odpadł Młody, mimo dobrych rąk nie trafiał flopa, zaliczył też pare przykrych sytuacji typu ful vs kareta (na riverze, dodajmy). Widać wyraźnie było, że Lech nie pali się do gry o niskie stawki, i czeka na 1vs1.
Po 2 godzinach gry zostaliśmy tylko we dwóch, ja z potrojonym stackiem, Lech jakieś 170% pierwotnego. No cóż...dziwna to była gra, mało akcji typu podbitka przed flopem, niezbyt agresywnie nawet i po flopie. Z ciekawszych pojedynków:
na stole: K K T T 8
Lech: T4
Ja: KJ
Po riverze przebił o pot limit, w odpowiedzi mój re-reise. To były ciężkie chwile, na szczęście nikotyna skutecznie pozwala panować nad emocjami. Muck Lecha, i można było sie uśmiechnąć zgarniajac kupe żetonów

6 godzin na prawdę dobrej gry, zabawa na poziomie, echa bad bet'a z poprzednich dni rozpłynęły się jak ręką odjął - bardzo pozytywny wieczór.
Po powrocie sprawdziłem kumplowi prace z filozofii, odebrałem maila, że nowa zabaweczka (spyderco police, serrated) już w drodze - czego chcieć więcej?
Pozdrav!
T.
Wszystkich komentarzy 2
Komentarze
-
Wysłany 02-28-2010 o 01:32 przez Baikal
-
Oczywiście o pot size bet. Eh, ułomność języka :P
Dzięki men za korekte!Wysłany 02-28-2010 o 12:06 przez Hintz






- POWODZENIA ! nex time, i aby koledzy oddali wszystkie żetony bez obrażania się 




